Kiedy około 20 lat temu ks. Grzegorz pojawił się w naszej parafii po raz pierwszy, byłem z nią związany przede wszystkim z uwagi na dostępność sprzętu muzycznego, co dla początkującego muzyka-amatora miało wtedy nie lada wartość. Angażowałem się też okazjonalnie w różne okołokościelne, muzyczne inicjatywy, ale - prawdę powiedziawszy - bardziej od tematów religijnych interesowały mnie wtedy benefity towarzyskie. Razem z zespołem metalowym, w którym grałem, korzystaliśmy wtedy na pół legalu z parafialnej salki. Dla części kapeli był to jedyny kontakt z kościołem od czasu bierzmowania. Grzesiek też muzykował. Pewnego razu wpadł na próbę, poprosił o gitarę, wykonał numer System of a Down i kupił tym cały band. Dziś - po niemal dwóch dekadach - trzech członków tego metalowego zespołu gra z Grześkiem w katolickiej kapeli. Przytaczam tę historię, żeby podkreślić wyjątkowy dar, jakim według mnie Pan Bóg obdarzył księdza Grzegorza - umiejętność nawiązywania szczerych, serdecznych relacji z osobami wątpiącymi lub niewierzącymi i świadczenie, czym może być dla nich życie z Bogiem. Ta cecha odpaliła szczególnie mocno po objęciu przez Grześka urzędu proboszcza. Parafia rozkwitła inicjatywami, wspólnotami, spotkaniami, modlitwami. I nowymi ludźmi, niekoniecznie parafianami. Cieszę się, że Pan Bóg przeciął nasze drogi i że możemy nazywać się przyjaciółmi. Dziękuję za pokazanie mi modlitwy brewiarzem, za pobłogosławienie małżeństwa, za świetne homilie i wiele godzin śmiania się z głupot. Mam nadzieję, że jeszcze nie jedno przed nami.
Piotr Dziewulski, parafialny Caritas