Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Swoje świadectwo zacznę od tego, że nie jestem członkiem w pełnym tego słowa znaczeniu Parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Krakowie. Macierzyście należę do Parafii pw. Św. Floriana Męczennika w Częstochowie, gdzie jestem lektorem sprawującym obowiązki subceremoniarza. Studiuję jednak poza miejscem zamieszkania i postaram się wytłumaczyć, dlaczego związałem swoje losy akurat z tą Parafią i jaki wpływ na tę decyzję miała osoba Księdza Proboszcza Grzegorza Szczygła.
Księdza Grzegorza poznałem w niedzielę 28 września zeszłego roku. Wracając z wyjazdu wypoczynkowego z Pienin w godzinach wieczornych Przyjaciółka zaproponowała mi, żebyśmy się wybrali do Jej Parafii na Mszę Świętą - by oddać chwałę Panu i podziękować m.in. za fantastyczny wyjazd, za wypoczynek i energię, by sprostać nowym wyzwaniom. Zgodziłem się bez zahania. Traf chciał, że Mszę odprawiał akurat Ksiądz Proboszcz.
Urzekło mnie Jego kazanie dotyczące fragmentu Ewangelii wg Św. Łukasza (Łk 16, 19-31) - Przypowieść o bogaczu i ubogim Łazarzu. Podkreślił dwie istotne rzeczy: prawdę o nieśmiertelności ludzkiej duszy oraz sprawiedliwe wynagrodzenie ze strony Boga za nasze czyny. Zadał też pytanie prowokujące do refleksji: ,,Jaki właściwie był grzech bogacza? Przecież on nic nie zrobił.". I właśnie o to tutaj chodzi. Zaniechanie. Ślepota na ludzką niedolę. W ten sposób również człowiek grzeszy i jest to grzech mocno obciążający nasze serca i sumienia. Mentalność ta, jak ostrzega Pan Jezus, tak zaślepia ludzi, że nie uwierzyliby nawet, gdyby zobaczyli zmartwychwstałą osobę, stąd prośby do Abrahama skierowane przez bogacza niestety nie mają sensu - proroków nie posłuchali, to i ujrząc zmartwychwstałych nie nawrócą się.
Msza ta zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i po Niej dowiedziałem się o spotkaniach Młodego Wina - szczerej i budującej inicjatywy odbywającej się w czwartki od godz. 19:00, gdzie ludzie, ramię w ramię z Księdzem Grzegorzem, przeżywają słowa Ewangelii, wymieniają się przemyśleniami, dyskutują, modlą się, dziękują i kierują prośby, oddają cześć i chwałę Najwyższemu poprzez wspólny śpiew. Na tym się jednak nie kończy - po części <<właściwej>> spotykamy się często przy przy herbacie, by rozmawiać - o naszych przemyśleniach, o tym, co nas doskwiera, co cieszy, co wprawia w zamyślenie, o sytuacji zdrowotnej czy rodzinnej. Innymi słowy: rozmawiamy, by się bliżej poznać, bo żadna wspólnota nie jest tak silna, jak ta, której członkowie czują względem siebie silną więź. A jest to przecież więź szczególna, bo służąca należytemu oddawaniu czci i chwały naszemu Panu. Godziny tych spotkań nie są odgórnie ustalone - Ksiądz Grzegorz poświęca ludziom tyle czasu, ile jest konieczne oraz potrzebne. By każdy wrócił do domu z poczuciem należytego wysłuchania, zrozumienia i pokrzepienia.
Jest to niezwykła inicjatywa, której kształt nadał Ksiądz Prałat i którego wpływ na nią jest nie do przecenienia.
Sam uczestniczyłem od tego czasu w kilku spotkaniach, Mszach Świętych, a ostatnio - w czwartek 26 marca na Nabożeństwie Dziękczynnym, które oczywiście odprawił sam Ksiądz Grzegorz. To co zobaczyłem, przeżyłem, a także usłyszałem podczas rozmów z serdecznymi ludźmi, którzy przyjęli mnie jak swojego, jak umiłowanego brata w wierze, utwierdza mnie w przekonaniu, że Ksiądz Proboszcz jest nie tylko bardzo potrzebną, ale wręcz niezbędną osobą, by ta wspólnota trzymała się razem - zjednoczona i silna jak nigdy. W przekonaniu Parafian posługa duszpasterska Księdza Grzegorza nie jest jeszcze zakończona, a owce potrzebują swojego ukochanego pasterza. W moim przekonaniu, z tego co widziałem i usłyszałem, Ksiądz Proboszcz też czuje, że ma wiele jeszcze do zrobienia, a Parafianie chcą mu w m towarzyszyć i pomagać całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem. I ja też chciałbym dać z siebie wszystko, a co dopiero moja Najdroższa Przyjaciółka, dla której spotkania Młodego Wina to czas niezwykle ważny i osobisty - by porozmyślać, porozmawiać i oddać chwałę Panu. To przyjemność i przywilej móc, choć z zewnątrz, partycypować w życiu tej Parafii, z którą zaczynam się coraz bardziej utożsamiać i znajduję coraz więcej łączników emocjonalnych.
Uważam, że w tym wszystkim Ksiądz Grzegorz odegrał rolę niebagatelną i mocno liczę na to, że jeszcze bardzo długi czas będzie odgrywał.
O to też pokornie proszę - nie tylko w swoim imieniu. Ale także mojej Najlepszej Przyjaciółki i wspólnoty Parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Krakowie.
Amen.
Miłosz Olszewski, przyjaciel Parafii