Pierwsze spotkanie z ks. Grzegorzem było związane z misjami świętymi, które głosił w naszej parafii wraz z ks. Marcinem Sitkiem MS. To było jak nagłe olśnienie. Jego niby prosta wizja Kościoła i kościoła jako pastwiska złożonego ze stada i infrastruktury była odkrywcza i zmuszała do głębszych przemyśleń. I niedługo złożyło się tak, że ks. Grzegorz Szczygieł szczęśliwie został moim proboszczem i przewodnikiem duchowym w parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Krakowie.
"Przed Grzegorzem" moja wiara była letnia – nie byłem katolikiem w pełni uczestniczącym w życiu sakramentalnym. Jego autentyczność, pasja i sposób głoszenia Słowa Bożego zaczęły mnie przyciągać do Chrystusa. Homilie ks. Grzegorza nigdy nie są powierzchowne. On zmusza do myślenia, wydobywając z Ewangelii treści, których wcześniej nie dostrzegałem. Często żeby pomóc w zrozumieniu Pisma osadza przekaz biblijny w kontekście historycznym. To właśnie ta intelektualna i duchowa fascynacja Słowem doprowadziła mnie do zaskakującej decyzji – mając ponad 50 lat podjąłem studia teologiczne, które z pasją kontynuuję. Nie wyobrażam sobie też sytuacji, aby tkwić w ciężkim grzechu.
Ks. Grzegorz nauczył mnie prostej „teologii codzienności” – dostrzegania Bożej obecności w najprostszych sprawach, obok których wcześniej przechodziłem obojętnie. Dzięki niemu zrozumiałem, że każda chwila jest darem, za który powinienem Bogu dziękować.
Jego posługa to też wzór wychodzenia na „peryferia”. Nigdy nie zapomnę obrazu z Przystanku Jezus, gdzie ks. Grzegorz, jako jedyny kapłan, trwał w konfesjonale mimo ulewnego deszczu, podczas gdy trwała uroczysta Msza Święta kończąca Przystanek, w której wszyscy "przystankowi" kapłani byli koncelebransami. Ta determinacja, żeby być dostępnym dla potrzebujących pojednania, stała się dla mnie lekcją o nieskończonym miłosierdziu Boga. Cały czas ktoś do spowiedzi podchodził - nie byli to raczej uczestnicy samego PJ a poranieni i zagubieni z pól Woodstock-u.
Sam jako mój spowiednik dbał o moją formację intelektualną i duchową – jego nauki były celne, zadawana pokuta miała charakter ambitnej pracy nad sobą, nie polegała na odmówieniu modlitwy ale mobilizowała do realnej przemiany życia.
Z inspiracji ks. Grzegorza podjąłem posługę nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej. On skłonił mnie, aby pójść tą drogę. Możliwość zaniesienia Ciała Pańskiego osobom chorym i samotnym uczy pokory i daje radość z widoku szczęścia ludzi, dla których niedzielne spotkanie z Jezusem jest jedynym oknem na niebo.
Ks. Grzegorz nie tylko zarządzał naszą wspólnotą, on ją duchowo wskrzeszał. Pozostawia po sobie żywe owoce w postaci ludzi uformowanych, świadomych swojej wiary i gotowych do służby w Kościele.
Marcin Chełkowski