Trzy lata temu przeprowadziliśmy się z dziećmi w tę część Krakowa. W jedną z jesiennych niedziel przyszliśmy na pierwszą mszę, która była sprawowana przez Księdza Proboszcza Grzegorza. Nie spodziewałam się niczego, ot kolejna msza podczas której będę obserwować jak kto jest ubrany, jednym uchem posłucham ewangelii, czytań, a na kazaniu pewnie zacznę planować co zrobimy popołudniu...Tak przebiegało moje uczestnictwo w wielu mszach w moim życiu. Jednak ta była inna. Procesja z krzyżem przeszła od drzwi do ołtarza, na początek ciepłe słowa o tym, że miło widzieć nas w kościele, jakiś żart, ludzie się zaczęli uśmiechać. Proboszcz z długimi włosami i poczuciem humoru? Ciekawie...Potem kazanie, którego wysłuchałam. Po prostu słuchałam i chciałam więcej. Był chrzest jakiegoś dziecka, a po nim w kościele rozległy się brawa...Wzruszyło mnie to, bo sama mam dwie córeczki i nie były chrzczone z taką uwagą i radością. Na koniec pewnie ogłoszenia, o akcjach, wspólnotach, dużo tego było....I tak tydzień za tygodniem leciało. Potem kursy Alpha, festyny parafialne, kakao po roratach, msze o uzdrowienie, dobre spowiedzi, takie naprawdę dobre. Nie umiem pisać o głębokich przemianach wewnętrznych, ale mogę napisać dziękuję. DZIĘKUJĘ X 100 za ten czas, każdemu polecałam tą parafię, Księdza Grzegorza. W moim 37 letnim życiu spotkałam może jednego takiego księdza, który został w mojej pamięci. Ksiądz Grzegorz na pewno zostanie. Dziękuję.
Karolina