Piszę te słowa z wdzięczności i miłości. Pochodzę ze Słowacji i kiedy przeprowadziłam się przed ośmioma latami tutaj, do tej parafii, nie spodziewałam się, że doświadczę tak radykalnej odmiany mojego życia duchowego. Chcę opowiedzieć o człowieku, którego dobroć serca stała się dla mnie fundamentem tej zmiany.
Przez lata, od małego dziecka aż po dorosłość, spowiedź była dla mnie źródłem ogromnego skrępowania. Zawsze czułam wstyd, a mini kazania i pokuta sprawiały, że czułam się ukarana. Budziło to we mnie niechęć do ponownego przystępowania do sakramentu. Spowiadałam się rzadko i nie wiem, czy zawsze z pełną świadomością.
Wszystko zmieniło się dzięki jednej spowiedzi, która na zawsze zapadła mi w pamięć i całkowicie odmieniła dla mnie znaczenie tego spotkania. Ksiądz Grzegorz po wyznaniu moich grzechów powiedział mi proste słowa, które noszę w sercu do dziś:
"To ważne, że tu przyszłaś, bo Jezus Cię kocha i czekał na Ciebie... Jezus nie chce, żebyś cierpiała... On chce być z Tobą... Teraz za pokutę zrób coś, co czujesz, że najbardziej Cię do Niego zbliża".
Te słowa sprawiły, że w końcu zrozumiałam, jak wielka jest miłość Boga. Dzięki niemu pojęłam, w jaki sposób ja mam okazywać tę miłość innym – bez osądzania. Zrozumiałam, że spowiedź to nie kara i że to nie przed samym księdzem wyznaję grzechy, ale przed ogromnym strumieniem miłości. To była całkowita przemiana mojego serca i zrozumienie mocy przebaczenia. Płakałam po tej spowiedzi jeszcze kilka dni z wielkiego poruszenia, a każda kolejna Eucharystia stała się dla mnie zupełnie innym, głębokim doświadczeniem.
Moja wiara została poddana najcięższej próbie w zeszłym roku, gdy straciłam dwumiesięcznego synka. Smutek całkowicie ogarnął moje życie. Kilka miesięcy temu trafiłam do wspólnoty „Młode Wino”, którą prowadzi ksiądz. Te spotkania mają prostą, ale cudowną formułę: modlitwa do Ducha Świętego, czytanie Pisma Świętego, dzielenie się słowem, a potem modlitwa przed Najświętszym Sakramentem w formie uwielbienia, próśb i wdzięczności.
Nie da się opisać słowami, jak z jednej strony prostota tych spotkań, a z drugiej ogromne połączenie z Duchem Świętym, zaczęły przynosić spokój mojej obolałej duszy. Słowa wypowiadane przez księdza, jak i przez ludzi tam uczestniczących, zaczęły pokazywać mi sens mojego cierpienia. „Młode Wino” to wspólnota przyjmująca ludzi z przeróżnymi, trudnymi historiami. Pokazuje prawdziwy obraz Jezusa, który rozmawia z Samarytanką i zjada obiad z największymi grzesznikami. Pokazuje, że On na nas czeka.
To prawdziwa misja, którą ksiądz rozpoczął w naszej parafii. Oby to dzieło mógł jeszcze dalej prowadzić, żeby więcej ludzi mogło skorzystać z tego daru. Oby dobry Bóg kontynuował jego dzieło, bo to prawdziwa ostoja miłosierdzia.
Martina Slosarova, parafianka