Kiedy myślę o Grzegorzu – księdzu, proboszczu, kaznodziei, przyjacielu ( gdyby była gwiazdka niczego nie można by było skreślić bo wszystko pasuje 😊) od razu pojawia się uśmiech na mej twarzy i radość w serduchu.
Uśmiechnięty ksiądz
Widzę go, jak wraca z konfesjonału z uśmiechem i idzie rozdawać Komunię Św., kiedy nie przewodniczy mszy. Ten uśmiech nigdy nie jest gestem – jest świadectwem. W konfesjonale potrafi sprawić, że człowiek czuje lekkość, a nie ciężar. Przy nim Bóg staje się Przyjacielem, Tatą, a nie surowym sędzią.
Modlitwa niecodzienna
Pamiętam modlitwę w Wigilie Zesłania Ducha Świętego, podczas której zemdlałam – tak mocno działał przez Niego. Nie kojarzę innego księdza, który z żarcikiem mówi, że Duch Święty jest troche pokrzywdzony bo jest tym trzecim i że odnawiamy tyle razy w życiu sakrament chrztu świętego, a bierzmowania to już nie bardzo :P, za to pamiętam nietuzinkowe odnowienie sakramentu bierzmowania, które jakby odcinało stare piętno i otwierało drogę do nowego życia, zainicjowane przez ks. Grzegorza. On naprawdę wierzy, że Duch Święty działa – i ta wiara udziela się innym.
Kazania, które się nosi w sercu
Jego kazania są pełne pasji, czuje się podczas słuchania, że Proboszcz kocha Pana Boga i że chce Go pokazać w sposób, który człowiek może przyjąć, zrozumieć, pokochać. Nie ma w tym nigdy patosu ani moralizowania – jest za to bliskość i autentyczność.
Człowiek – wyjątkowe podejście do ludzi
Nie zamyka się w schematach, nie ocenia, nie stawia murów. Jego otwartość jest konkretna – nosi pomoc. To dzięki niemu mogłam wyjść za mąż, mimo że w mojej parafii próbowano mi to odradzić. On w mgnieniu oka dowiedział się, jakie formalności trzeba przejść, by umożliwić ślub z człowiekiem, który jest poszukującym. Grzesiek słucha, doradza, ale nigdy nie naciska. Jest otwarty na potrzeby innych te duchowe jak i te zupełnie codzienne. Jego obecność zostawia po sobie iskrę – taką która oświetla, a nie oślepia.
Kościół to ludzie a nie budynek
Dla ks. Grzegorza Kościół to nie jest instytucja, beton czy sztywna struktura. Kościół to są ludzie – wspólnota, rodzina, parafia, w której każdy ma swoje miejsce. On naprawdę żyje tą wizją. Walka o ogrzewanie w kościele, do którego przecież „jak będzie ciepło to przyjdzie więcej ludzi”, a to podest przed kościołem, a to kwiaty w doniczkach czy kawa od tak, żeby zrobić coś co przyciągnie ludzi, co pozwoli ich przybliżyć w nienachalny sposób. To są te drobne i te większe rzeczy, o które jako proboszcz zawsze zabiega.
Grześku…
Jestem ogromnie wdzięczna Bogu, że pojawiłeś się w moim i mojego męża życiu.
A Tobie? Po prostu za Ciebie :)
Chwała Panu!
Ewa Willemart, Młode Wino